NJPW „Wrestle Kingdom 9” 4/01/2015 @ Tokyo Dome

NJPW „Wrestle Kingdom 9” 4/01/2015 @ Tokyo Dome

NJPW „Wrestle Kingdom 9” 4/01/2015 – Po budowanym tak długo hajpie, wielu materiałach promocyjnych za sprawą promocji na amerykański rynek przez GFW, itd. w końcu magiczna data, 4 stycznia, pojawiła się na kalendarzu i New Japan odpaliło swoje główne działo w legendarny stadion Tokyo Dome. Ta edycja była wyjątkowa. Różniła się wiele od poprzednich. Największą różnicą jest oczywiście fakt, że było to nadawane w USA, także złamano tu barierę dla wielu nie do przeoczenia, czyli odpalony profesjonalny anglojęzyczny komentarz. Muszę przyznać, że komentarz Ross & Striker był średni z dobrymi momentami w jedynie trzech ostatnich walkach. Rozumiem, że chodziło o wdrożenie tego do Stanów i robienie produktu jak najbardziej przystępnym w odbiorze, ale ciągłe te odniesienia do WWE mnie irytowały. Sprawa przystosowania show do rynku amerykańskiej ppv również je nieco skróciła – gala trwała ~4 godziny, także ok. godziny krócej niż zwykle. Założenie ram wymagań ppv dało się odczuć – pierwsze walki zdały się być bardzo „przyśpieszone” i moim zdaniem nie dostały szansy na rozkręcenie się na dobre. Oszczędzano też czas na wejściówkach, które zwykle były wyszukane. Szkoda, bo podobały mi się te koncerty na żywo i różne inne ciekawostki na poprzednich edycjach… Nakamura jednak ukradł pod tym względem show! ;)

Pierwsze 3 multi-man matche to dla mnie kompletne spotfesty, bez ładu i składu. Nie lubię takich walk. Dziwię się w ogóle tym, że chciało im się ściągać tyle osób na te drużynowe spotkania, skoro zagrzały w ringu może kilka minut. 4WAY Jr. Tag Team titles jak zwykle – spotfest za którymi nie przepadam. Sporo chaousu, który dało się zauważyć. Dobrze zaprezentował się tam Koslov. Następny Bullet Club/TenKoji & Honma średni. Oglądanie Jeffa Jarretta w 2015 roku naprawdę męczy. Mam nadzieję, że te trafienie w Yujiro zwiastuje wykluczenie go z grupy. Zapamiętać można trafienie Honmy swoim Kokeshi Rocket, co nie zdarza się często. Yano & Team NOAH/Suzuki-gun kompletnie bez historii… Początek moim zdaniem słaby. Szkoda, bo lubię, gdy openery zachęcą na resztę show.

Full Conclusion – „UWF Rules” – Kazushi Sakuraba vs. Minoru Suzuki – Odświeżony wygląd MiSu pozytywnie nastroił. Muszę przyznać, że oczekiwania były spore. Pierwsze minuty walki zajebiste – te niesamowicie markowane przejścia z dźwigni zachęciły na spektakl a’la Nakamura/Sakuraba z WK7, ale cały ten urok shoot-worked matchu wyleciał w powietrze, gdy udali się na tę rampę. Dla mnie całkowicie zabiło to klimat. Wynik na plus.

NEVER Openweight Title – Tomohiro Ishii © vs. Togi Makabe – Liczyłem na prawdziwą wojnę w postaci wymiany twardych ciosów i łamania się nawzajem coraz to mocniejszymi ciosami i obaj o to zadbali. Brakuje im jakiejś głębszej chemii, którą Ishii potrafił stworzyć z ludźmi pokroju Shibaty, Goto, czy Honmy, ale nie można im zarzucić tego, że się nie starali. Wynik rozczarowuje. (***)

IWGP Jr. Heavyweight Title – Ryusuke Taguchi © vs. Kenny Omega – Zawód. Zdaję sobie sprawę, że Omega musi budować jakiś heat, ale sposób w jakim to robił kompletnie nie ‚kliknął’ z tym, czego się po tym spotkaniu spodziewałem. Rezultat oczywisty.

IWGP Tag Team Titles – DOC Gallows & Karl Anderson © vs. Hirooki Goto & Katsuyori Shibata – Mimo iż Goto & Shibata to taki „dream team”, to z uwagi na ich style walka ta z mistrzami drużynowymi Bullet Club tworzą niezbyt ciekawą mieszankę. Nic ciekawego się generalnie nie działo. Wynik cieszy. Gallos & Anderson po rocznym title runie zanudzali, natomiast przy nowych mistrzach rodzi się szereg nowych opcji i perspektywa ciekawych walk w przyszłości.

Special Singles – AJ Styles vs. Tetsuya Naito – Podobało mi się. Przedstawili się w zupełnie inny sposób niż na G1 Climax. Zorganizowano kilka interesujących spotów, AJ mimo iż nie jest już pierwszej młodości poleciał bez amortyzacji plecami twardo poza ring. Dbali o to, by wszystko miało sens i ogólnie podobało mi się. Zastanawiał mnie wynik – Naito przegrał 3 ostatnie walki w Tokyo Dome, a AJ jest po dwóch większych porażkach z Tanahashi’m. Cieszę się, że przyznano zwycięstwo Styles’owi. Końcowy Avalanche-style Styles Clash miodny! Trzeba przyznać, że ogląda się ten move inaczej po wszystkich tych afterach z kontuzjami. (*** ½)

IWGP Intercontinental Title – Shinsuke Nakamura © vs. Kota Ibushi

EqualLavishAntelopegroundsquirrel.gif

DAT NAKAMURA ENTRANCE!

Oczekiwania były wysokie i to ta jedna z tych walk trafiających się raz na kilka lat, gdzie całość przewyższa najśmielsze przypuszczenia. To się naprawdę ceni, bo wychodząć z ich pierwszego meetingu na G1 Climax 23, gdzie poziom był bardzo wysoki, poprzeczka była ustawiona daleko ku górze. Dla mnie komplet – na pewno do niej wrócę, ale ciężko mi nie przyznać temu spotkaniu pełnej noty. Był big match feel, zbudowali atmosferę „uczeń vs. mistrz” i Ibushi przeniósł rolę ucznia równającego mistrza z ziemią do niesamowitego poziomu. Całe te kpienie z Shinsuke, wymiany mocarnych ciosów, zmiany finisherów i wiele akcji, gdzie mimo iż oglądam wrestling tyle lat i nie raz myślało się ‚widziałem już wszystko’, powtarzało się w myślach słwoa Rossa ‚Can’t be!?’. Ten german suplex, gdy Shinsuke stał za linami był niesamowity. Panowie przekroczyli bariery. Nakmaura pokazał, że mimo upływu lat dalej jest na topie swojej gry, a Ibushi zaprezentował sie w końcu na większej scenie w poważniejszej walce. Polecam! (*****).

IWGP Heavyweight Title – Hiroshi Tanahashi © vs. Katzuchika Okada – Zaskoczenie na całej liniii. Mimo iż była to ich 7 poważna walka z kolei i 6 IWGP Title match (które zobowiązują), to kolejny raz udało im się stworzyć coś nowego. Trzeba będzie walnąć rewatcha ich poprzednich spotkań, ale dla mnie to ich najbardziej kompletna walka do tej pory albo raczej poszerzająca pojęcie ‚komplet’, bo poprzednie stały już na zatrważająco wysokim poziomie, a tutaj pchnięto na maxa napięte bariery jeszcze dalej. Ciężko w to w ogóle uwierzyć… Udało im się zbudować coś wyjątkowego. Tempo do którego zdąrzyli już przyzwyczaić wręcz przeraża. 30 minut na całkowitym speedzie. High Fly Flow poza barierki otaczające ring zaparł dech w piersiach. Nie sądziłem, że Tanahashi na swoim etapie kariery jest w stanie ogarniać TAKIE spoty. Po tym, gdy doszło do wrzucania co chwile rewersali z rainmakera ciężko było za nimi nadążyć. Wynik zastanawia. Byłem w 100% pewny, że Okada wygra. Starałem się nie zaglądać w spoilery, ale gdzieś mi mignęła fotka celebrującego Okady i byłem pewien, że to spoiler. Byłem początkowo zły na całą sytuację, ale końcowy moment, gdy Okada z płaczem odchodził na zaplecze (kosmiczny level sprzedawania angle’a albo emocje wzięły górę?) nastroił na to, że zobaczymy za 2 lata kolejny rewanż. Coś na zasadzie Austin/Rock. Sądziłem, ze Okada zostanie tutaj ustawiony na nowego Asa New Japan, ale widać, że chcą pompować Tanę póki wyrabia się w ringu. Nie wierzę, że to robię, ale przyznaję drugi raz na tej samej gali pełną notę. (*****)

Dla mnie to najlepsza edycja Wrestle Kingdom. Pierwsza połowa pozostawia wiele do życzenia, ale idąc dalej jest coraz lepiej, a main eventy to definicja pro wrestlingu na najwyższym poziomie. Dawno nie podjarałem się tak jakąś galą i gdy to wszystko potem tak dobrze wychodzi czuje się dumny z faktu, że pro wrestling to moja pasja.

Polecam! :)

Przeczytałeś? Machnij komentarz :)