Outside the Ring #001 – Niemcy, płaskie klucze i zachody słońca…

Outside the Ring #001 – Niemcy, płaskie klucze i zachody słońca…

Mało wiadomości na blogu ostatnimi czasy, bo świat na nas niestety nie może poczekać i żyje się w coraz szybszym tempie. Tym wpisem otwieram luźną impulsywną rubrykę na stronie. Dzisiaj jest 5 grudnia i generalnie od dawna aż mnie wzdrygało na samą myśl o tym mroźnym miesiącu. Przed lotem do Tokio 29 grudnia odwiedzę jeszcze kilka lotnisk, także zaprawa przed główną podróżą za niespełna cztery tygodnie będzie konkretna. Planów i zadań do wykonania bardzo dużo, a to jedynie nieco ponad 4 tygodnie i do pracy również trzeba chodzić…

W miniony piątek wybrałem się z Belgii na południe Francji w okolice miasta Valence. Miałem tam sporo rzeczy do zrobienia i był to bardzo pracowity weekend. W poniedziałek wyjazd do Polski. Niestety, ciężko z tego kraju o bezpośrednie loty. Pobudka o 6 rano, dojazd samochodem 30+ kilometrów do stacji kolejowej Gare de Valence, gdzie po 2 godzinach czekania na nieogrzewanym dworcu otoczonym wysokimi Alpami wsiadłem w TGV i dostałem się około 13 na lotnisko Charles de Gaulle w Paryżu. Tam kręcenie się po ogromnym lotnisku do 16 (trzeba brać pociąg żeby dostać się z jednego terminalu na drugi). Nie obyło się bez rozmowy z jakimś strangerem. Chyba napiszę na ten temat jakiś mini felieton, bo zawsze mnie w podróżach zaczepiają dziwni ludzie. ;>
O 16:45 odlot do Düsseldorf. Przy kontroli bramkowej wzięto mnie na bok. Trzech ochroniarzy patrzyło się na mnie spod byka, a czwarty w ogromnych rękawicach przeszukiwał mi torbę. Zacząłem się już sam zastanawiać, co ja tam takiego przez nie uwagę mogłem wrzucić… Do najspokojniejszych nie należę i w domu się walają różne rzeczy. :p
Po chwili wyjęto mi z tylnej kieszeni spodni sporych rozmiarów klucz płaski, którym ogarniałem jakiś temat w pracy dzień przed i najwidoczniej przez nieuwagę spakowałem go razem ze spodniami do torby. Skończyło się na śmiechu i już zmęczony tym wszystkim, mimo że podróż z prawdziwego zdarzenia jeszcze się nawet nie zaczęła, wsiadłem do samolotu numer 1 tego dnia.
Lot minął przyjemnie. Można w przystępnej cenie coś wyskokowego wnieść na pokład z sklepu na lotnisku. Nikt obok mnie nie siedział, także można było się wyłożyć i wsiadając o tej porze trafiłem akurat na zachód słońca, który nad morzem wirujących chmur wygląda zjawiskowo! 😮
No i tyle tego miłego. Zaliczyliśmy jakiś dziwny delay, mimo że wystartowaliśmy i wylądowaliśmy o czasie, to trzymano nas w samolocie jeszcze przez dobry kwadrans. Następnie autobus podwożący nas z pasu startowego do terminalu również miał czas na wszystko. Biegiem, targając przy sobie sporą torbę dostałem się do bramy, gdzie miałem dostać się na pokład samolotu do Krakowa. Miałem jeszcze jakieś 4 minuty przez planowanym odlotem, ale wszystko było już pozamykane i nie wpuszczono mnie na pokład. Każda moja podróż jest pełna takich niespodzianek, także tutaj nie mogło być inaczej i cytując klasyka – „był czas przywyknąć przecie”. 😀 Uspokojono mnie jednak i powiedziano, że to nie z mojej winy i odpowiedzialność ponoszą za to linie lotnicze. Pokierowano mnie do ticket desku, gdzie zabookowano mi zastępczy bilet do Krakowa. Zamiast bezpośredniego, czekał mnie za godzinę najpierw lot do München, po czym po 45 minutach, lot do Krakowa…

Trzy loty w ten sam dzień? Dwa już miałem, ale trzy i to ze stopami w Niemczech (jak ja „lubię” ten kraj), to już przesada! 😀

Przyznam jednak, że nie wyklarowało się to źle. Za niedogodności poprzednia linia wypłaci mi odszkodowanie w postaci 250€. Do tego operatorem lotu Düsseldorf – München – Kraków była Lufthansa. Mój pierwszy raz z tą linią, ale słyszałem, że poza barykadującymi się pilotami mają dosyć wysoki standard. W każdym z tych lotów dostałem za darmo jedzenie i nalewano mi wina do pełna, gdy lampki były puste. 🙂
O 23:34 wylądowałem w Balicach. Teraz kilka dni w Polsce, potem powrót do Belgii, praaaca, powrót do Polski na Święta, powrót do Belgii na trzy dni i… 20 godzinny lot do Tokio przez Emiraty Arabskie. Cóż, po takim treningu chyba mnie już nic nie zatrzyma… 😀

Wkrótce na blogu nowy kontent czysto wrestlingowy! 😉

Przeczytałeś? Machnij komentarz :)