Revolution Pro „High Stakes” 15/03/14 @ York Hall, London

Po dosyć długim oczekiwaniu w końcu nadszedł dzień gali Revolution Pro, którą postanowiłem zobaczyć na żywo. O tej federacji dowiedziałem się parę miesięcy temu, gdy na ich eventcie pojawił się Hiroshi Tanahashi i zrobiło się o niej na moment głośniej. Zacząłem wtedy szukać więcej informacji na jej temat i zorientowałem się, że 15 i 16 marca odbędzie się dosyć ciekawy wrestlingowy weekend z topowymi gwiazdami sceny niezależnej – Colt Cabana, Jay Lethal, Sonjay Dutt, Ricochet, Rich Swann, The Young Bucks oraz perełką wieczoru, czyli Ric’iem Flair’em.

Nie siedzę tyle w indysach, co kiedyś, ale taka osoba jak Flair dała mi dużo do myślenia i była głównym bodźcem ku temu, aby szarpnąć się i wydać kasę na bilety. Po kilku dniach zamówiłem bilety na pociąg tam i z powrotem (wyjazd sobota i powrót w poniedziałek) i wejściówki na sesję zdjęciową i autograf z Flair’em, plus bilet w drugim rzędzie na show z 15 marca i pierwszym na te z 16 marca. Wyglądało to świetnie, co nie? …

W rzeczywistości wyszło oczywiście nie tak, jak się zapowiadało. Zaczęło się od tego, że Flair zaczął się pojawiać na galach WWE i z czasem podpisał z nimi kontrakt, który zabronił mu występować w indysach. Nie był to zbyt dobry news, ponieważ to jego obecność przekonała mnie to wyruszenia w podróż… oraz głównie z tej okazji zakupiłem replikę NWA World Heavyweight title na której chciałem mieć autograf z dedykacją. Następnie podczas gal New Japan „New Beginning” jeden z braci drużyny The Young Bucks doznał urazu dłoni. oO Na szczęście włodarze Revolution Pro spięli się i ogarnęli najlepsze zastępstwo ich głównej atrakcji z możliwych – ściągnęli Stinga! Chwilę po tym pojawił się news, który traktował o tym, że mimo owej kontuzji The Young Bucks pojawi się w pełnym składzie. Cóż – pas NWA zawsze chciałem mieć i pozostałe newsy poprawiły nastrój. Niestety później się okazało, że to, co najgorsze miało się dopiero wydarzyć…

Miałem wyjechać do Londynu w sobotę i wrócić w poniedziałek przed południem, po czym pójść do pracy. Okazało się jednak, że będę musiał być w pracy już w poniedziałek rano, także musiałem darować sobie galę z 16 marca (z walką Inner City Machine Guns vs. The Young Bucks) oraz kupić nowy bilet powrotny. To jednak nie koniec. Do Brukseli mam ~40 minut drogi. O 10:56 miałem pociąg do Londynu, który miał być na miejscu o 11:56 (jazda dwie godziny, ale jest tam inna strefa czasowa). Dałem sobie 2 godziny zapasu i wyjechałem z miejsca zamieszkania pociągiem ok. 9.00. Okazało się jednak, że w ten weekend są jakieś problemy w połączeniu z Brukselą i dojazd zajął mi właśnie dwie godziny. Nie zdążyłem na pociąg. oO Zdenerwowany udałem się po nowy bilet (przepadł mi wówczas poza biletem powrotnym w poniedziałek (~45 euro) drugi bilet (110 euro!). Kupiłem nowe bilety tam i z powrotem, które kosztowały 200 euro. Następny pociąg miałem o 14:56. Byłbym wówczas na miejscu o 15:56 i miałbym jeszcze 2 godziny, żeby dostać się na sesje zdjęciowe i autografy z Stingiem. Cóż, była godzina 11, czasu 4 godziny do odjazdu więc zacząłem się bujać po mieście metrem i zwiedzać. Jest wiele rzeczy do zobaczenia w Brukseli – jak się później okazało, niestety za dużo. Czas minął bardzo szybko i nim się zorientowałem, była już prawie 14 i zacząłem szukać drogi powrotnej na określony dworzec. Byłem 20 minut przed odjazdem pociągu i… nie wpuścili mnie! Okazało się, że procedura wyjazdu pociągiem do UK wygląda tak, jak lot samolotem. Trzeba być dużo wcześniej na stacji, przejść przez odprawę, bramki, okazania paszportów i biletów. Nikt w okienku gdzie kupowałem biletów nie raczył mnie o tym poinformować! Okazałem im również poprzedni bilet i powiedziałem, że to już drugi raz tego samego dnia nie z mojej winy! Zaoferowano mi wyjazd o 16:56 na starych biletach.To był moment krytyczny w którym zacząłem wątpić w cały sens wyjazdu i zacząłem głośno kląć na głos… Odszedłem jednak na bok. Nie dość, że przepadła mi już kasa za sobotnią galę (front row za 30 funtów) oraz poniedziałkowy bilet powrotny, to spóźniłem się na następny ostatni pociąg, który pozwoliłby mi uczestniczyć w sesjach z Stingiem… k***a~! Podszedłem do pobliskiej knajpy i wypiłem szybko dwa mocne piwa. Długo o tym myślałem i doszedłem do wniosku, że trzeba przeć dalej do przodu. Wróciłem się do okienka na stacji i powiedziałem, że chciałbym skorzystać z pociągu o 16:56. Wydano mi nowy bilet i czekałem tym razem już na stacji w wyznaczonym miejscu. Dalej poszło z górki – pociąg był w Londynie o 18 tamtejszego czasu. Wyszedłem przed (ogromną) stację i się nieco zszokowałem. Widziałem już wiele sporych miast, ale to jest największe miasto w Europie i naprawdę robi wrażenie. Te ich śmieszne taksówki, autobusy, napięty oraz lewostronny ruch (na każdym skrzyżowaniu trzeba się rozglądać kilka razy przed przejściem) i ludzie wszystkich narodowości. Cóż, nie miałem za wiele czasu, bo była 18:00, a drzwi przed galą otwierali o 18:30. Chciałem być wcześniej i znaleźć połączenie metrem/autobusem na miejsce, ale jako że nie miałem zbyt wiele czasu padło na taksówkę. Zanim się do niej udałem, postanowiłem przejść się do pewnego skrzyżowania, które było dosyć ciekawe. Następnie udałem się po taksówkę i tutaj koszta znów mnie rozwaliły. Z miejsca w którym wsiadłem do taksówki do skrzyżowania na którym wcześniej byłem było jakieś 500 metrów. Staliśmy w korku i te 500 metrów kosztowało mnie już 5 funtów!? Naliczało cały czas, nieważne czy staliśmy, czy jechaliśmy. Nie chciałem myśleć o tym ile pokaże, gdy dotrzemy na miejsce. 10 minut potem byłem już pod halą. Licznik pokazał 18 funtów. Znowu trzeba było sięgnąć do portfela (FUCK~!). Wydałem stanowczo ZA DUŻO kasy tego dnia. Cóż, teraz czysty opis gali:

(Fotka z balkonu zrobiona podczas gali)

Przeszedłem przez ochronę i bramki z biletami i oczom moim okazała się spora hala, ring, stylowe oświetlenie i balkony. Wyglądało to świetnie. Po lewej i prawej od drzwi były stoliki, gdzie The Young Bucks, Colt Cabana, Jay Lethal, Sonjay Dutt i kilka regionalnych wrestlerów sprzedawało swój merchandise, fotki z nimi i autografy. Autograf i fotka osobno po dyszce, koszulki 20 funtów. Miałem ochotę na jedną z koszulek Young Bucks oraz fotkę z Lethal’em i Ricochet’em ale biorąc pod uwagę moje dotychczasowe WYDATKI dałem sobie spokój. Rozpoczęcie gali o 19:30. Chodziłem po hali i zajrzałem wszędzie – wokół ringu, entrance, miejsce gdzie jest wejściówka i telebim, balkony. Dłuższą chwilę obserwowałem też wrestlerów przy swoich stoiskach. Z boku był korytarz, gdzie można było kupić coś do zjedzenia i picia. Wypiłem browara (4,5 funta! oO) Znów kasa, ale jak to tak bez browara. :D Po kilkunastu minutach w takim rytmie na ringu pojawił się owner RPro, przywitał wszystkich i zaprosił na pierwszą walkę.

OPENING CONTEST

Jay Lethal vs. Josh Bodom

Lethal wszedł w rytmie Macho Mana, co mi bardzo przypadło do gustu (i nie tylko mnie, bo wszyscy darli się jak cholera) i wystąpił w gimmicku Black Machismo. Jestem wielkim fanem Randy Savage’a i zobaczyć chociażby imitację tego wcielenia, to coś niesamowitego. Było trochę komedii – Lethal używał zagrywek Randy’ego i Flaira (co działało, bo w końcu miał być na tej gali i mieli te pamiętne segmenty w 2010 roku). Poza tym fajne rewersale, skoki poza ring, zabawa z barierkami, nearfalle i Macho Elbow, który był bardzo energicznie przyjęty przez publikę. Nie zakończył jednak walki i jego oponent wygrał czysto inną akcją. Opener spełnił swoje zadanie i zachęcił na dalszą część show.

Sha Samuels vs. Mark Andrews

Samuels ma ksywę „East” i był heel’em. Jest heavyweight’em, który wykonywał wiele power movesów. Mimo to, jakiś gościu trzy krzesła obok mnie cały czas go dopingował krzycząc „East!”. Mało tego, skandował ten wyraz podczas reszty gali. :D Andrews miał nie więcej niż 80 kg, wyglądał na ok. 20 lat i zebrał dosyć dobrą reakcję. Po jego wejściu Samuels stał za ringiem niedaleko miejsca gdzie siedziałem. Jego oponent nie czekał na rozpoczęcie walki, tylko w czasie gdy wciąż grała jeszcze jego muzyka zrobił świetnego dive’a poza ring. To nie był koniec, wszedł na narożnik i skoczył drugi raz. Po czym poobijał go wokół ringu i zrobił dive’a po raz kolejny po przeciwległej stronie ringu. Dalej było kilka ciekawych akcji, nearfalli, submissionów. Pod koniec „młody” znów szykował się do dive’a poza ring, jednak East uderzył go z całej siły krzesłem, gdy ten znajdował się w okolicy lin. Trzask z tym związany był strasznie głośny. Samuels przegrał przez DQ, ale to nie przeszkodziło mu w dalszym obijaniu krzesłem byłego oponenta. Sprzedał mu sporo chairshotów, plecy poobijał na czerwono, była nawet nie planowana krew. Wbiegł owner, próbował rozganiać, ale nic to nie dało. Po chwili na ring wszedł jakiś inny wrestler, który zabrał krzesło Samuelsowi gdy ten się zamachnął. Taki typowy „klasyk”, gdzie Samuels nie spodziewał się, że ktoś za nim stoi. Było zdziwienie, wymiana spojrzeń, jednak po chwili owy nowy gościu odwrócił się i wymierzył chairshota Anderwsowi. Mocno go jeszcze poturbowali i odeszli. Po tamtego poobijanego przyszło dwóch medyków, którzy mieli uśmieszek na ustach i niezbyt rwali się do tego, aby „sprzedać” ten motyw…

UNDISPUTED BRITISH TAG TEAM TITLES

Sword of Essex ( Paul Robinson & Will Ospreay) © vs. Inner City Machine Guns (Ricochet & Rich Swann)

Walka gali oraz najlepszy match na żywo jaki w życiu widziałem oraz jeden z lepszych tag match’y jaki widziałem w ogóle~! Zaczęło się od wejścia Inner City, którym wszyscy śpiewali „ALL NIGHT LONG~!”. Było to naprawdę głośne i uciekaliśmy się do tego chantu niejednokrotnie. Namiastka:

Ricochet wszedł dumnie dzierżąc świeżo zdobyty najważniejszy pas Dragon Gate – Open the Dream Gate title, a Rich Swann miał ze sobą FIP Tag Team title. Wejściówka była świetna, byli na każdym narożniku, było dużo śpiewania (powtórzę .. ALL NIGHT LONG!” i zabawy. Mistrzowie również zebrali sporą reakcję, bo to w końcu Brytyjczycy. Walka zaczęła się powoli, było sporo tauntowania, tańców Inner City (ekhm, ALL NIGHT LONG~!) i tak dalej. Ricochet wpadł na ciekawy motyw i korzystając z tego, że w nazwie przeciwnej drużyny jest słowo „sword’ udawał, że wyciąga z pachwiny miecz i zaczął nim „machać”. To samo zrobił któryś z jego przeciwników i zaczęli przez moment „walczyć na miecze”, co rozbawiło publiczność. Powoli, po wielu dźwigniach, przekomarzaniach się, rewersalach zaczęło to nabierać coraz szybszego tempa, które zdawało się nie zwalniać tylko ciągle przyśpieszać. W końcu wyciągnięto główne armaty i pojawiały się zabójcze skoki poza ring, moonsaulty, SSP, akcje team’owe, kickouty, itd. itp. Match rodem z PWG. Chantowaliśmy wszystko – „This is wrestling!”, „This is awesome”, ekhm „ALL NIGHT LONG!!!”. Było też trochę komedii – podczas jednej z akcji, Ricochet powalił na matę jednego z oponentów i zaczął małpować The People’s Elbow The Rock’a. Ludzie zaczęli buczeć, jednak po odbiciu się od lin nie wykonał zwykłego elbowa, tylko standing shooting star pressa! Po chwili jego przeciwnik odzyskał przewagę i zaczął małpować You Can’t See Me Johna Ceny. Publika znów buczy, jednak ten po odbiciu się od lin powtórzył kolegę, tym razem serwując jakąś podskok z kokardą czy inny 450 z miejsca! Czas płynął, nearfalli było coraz więcej i spokojnie było z 5 minut, gdzie wydawało się, że walka może się skończyć w każdej chwili. Podczas jednej z akcji, gdzie Ricochet wyprowadził MEGA stiffowego kopniaka w twarz jednego z przeciwników i przyłożył się do liczenia, którego skończyło się na dwóch przyłożeniach sędziego wszyscy wstali i klaskali, tupali, krzyczeli i skandowali „THIS IS WRESTLING!”. Niesamowite. Wciąż mam dreszcze jak myślę o tej walce i nie mogę się doczekać na dvd! Zakończone po brainbusterze Ricochet’a, który zdobył Undisputed British Tag Team titles dla swojego team’u. Po walce długie owacje na stojąco, oklaski, krzyki, „ALL NIGHT LONG~!”, „PLEASE COME BACK!” i tak dalej. Warto było nawet tyle przepłacić dla takiego spotkania.

Owner ogłosił przerwę. Wyszedłem zapalić, a po powrocie przy jednym ze stolików stał już Ricochet i Rich Swann podpisując autografy i robiąc fotki z fanami. Wypiłem browara, znów miałem ganianego po hali i owner zaprosił na kolejne starcie.

Project Ego vs. The Young Bucks

Publika po ostatniej walce była strasznie żywa i reagowaliśmy na wszystko o wiele bardziej. Jeden z członków Young Bucks miał rękę w szynie ale mimo wszystko dawał radę, chociaż zwykle stać go było na więcej. Biorąc jednak pod uwagę okoliczności nie było źle. Było wiele akcji drużynowych, skoków poza ring, nearfalli i tak dalej, czyli to, czego można było się spodziewać. Jedna akcja była ciekawsza – mianowicie zrobili coś co nazywa się „Tower of Doom” i można to widzieć w walkach w klatce – gdzie robi się takiego sporego superplexa z kilkoma osobami z narożnika. Nie był to poziom poprzedniego spotkania, ale walka była na plus i oglądało się miodnie. Wygrana Young Bucks.

El Ligero vs. Sonjay Dutt

Ligero, to Brytyjczyk, który używa gimmicku luchadore’a z maską z rogami. Ligero korzystał na tej hiszpańskiej drużynie z WWE i chantowaliśmy mu „Ole!”. Nie miałem zbyt wielkich oczekiwań ale walka okazała się świetna. Po ich wejściu zaczęliśmy ponownie śpiewać „ALL NIGHT LONG~!” i Sonjay Dutt zaczął do tego tańczyć tak jak Ricochet. Wywołało to świetną reakcję. Pokazał palcem na Ligero, który nieco się wahał, ale gdy zaczęliśmy już głośno śpiewać te … „ALL NIGHT LONG!!!”, to zrobił taniec a’la John Travolta z filmu „Gorączka sobotniej nocy”. Miał to być już koniec, ale wtedy Dutt pokazał placem na sędziego! Sędzią tego spotkania (jak i wszystkich tej nocy) był taki wysoki, chudy dryblas, który dosyć mnie śmieszył od początku. Znów zaczęliśmy śpiewać .. „ALL NIGHT LONG~!” i po chwili wahania ów sędzia również zabrał się za taniec… nie wiem co to było, ale przynajmniej coś zatańczył. :D Było jeszcze wiele śmiesznych akcji, jak np. ta, gdy Ligero zwinął się w kulkę i Dutt po prostu kulał go po ringu, czy wtedy gdy ten sam zadziorny fan, który darł się całą galę „East” krzyknął coś obrażającego do Dutta i ten na to zareagował – zszedł z ringu i wyszedł za barierkę tuż obok mnie odpowiadając coś równie obrażającego. Po tym wszystkim było sporo skoków i akcji wysokiego ryzyka jak na typowych high flyer’ów przystało i końcówka na korzyść Dutta.

Na ringu pojawił się owner RPro, który zaprosił na ring Stingera! Tuż po tym uderzył jego theme Metallica z WCW i przy donośnym popie publiczności wszedł na ring, po czym uciął krótkie promo:

Jestem z prawej strony. Widać mnie przez moment, gdy strzelam Sting’owi pokłony. :D

UNDISPUTED BRITISH HEAVYWEIGHT TITLE

30 MINUTE IRON FIST RULES

Colt Cabana © vs. Marty Scrull

Zasady Iron Fist polegają na tym, że jest to typowy Iron Man, ale w przypadku, gdy jeden z uczestników zostaje znokautowany, to walka kończy się bez względu na rezultat punktowy. Scrull, to były uczestnik TNA British Camp i wszedł na ring w dość nietypowy sposób – jego wejściówce towarzyszyło czterech gości ubranych w kostiumy rodem z gwiezdnych wojen. Wideo:

Cabana wszedł wraz z dwójką jakichś dzieci. Po przedstawieniu zawodników przez ownera zabrali się do rzeczy i mimo, iż było to długie starcie, to nie było nudy i działo się. Typowa walka babyface vs. old school heel. Reagowaliśmy na to i było całkiem fajnie. Fajny był motyw z wrzucaniem siebie na wzajem poza barierki. Za każdym razem, gdy jeden wyciągał z powrotem drugiego któryś zakątek krzyczał „OVER HERE!” i tam lądował później Cabana bądź Scrull. Niby utarty patent, ale gdy się w tym uczestniczy, to są świetne emocje. Dwa razy upadli tuż obok mojego krzesła. Pierwszy fall był na korzyść Scrulla, który przykleił taśmą do ów barierki Cabanę i ten nie mógł wejść na ring przed tym, gdy sędzia doliczył do dziesięciu. Nie kojarzę już teraz wszystkich przyłożeń, ale były przemyślane i miały sens. Obaj wiedzieli co to storytelling i robili typową walkę o heavyweight title. W końcówce było 2:2. Fajny był też motyw, gdy Scrull przykleił sobie dłoń sam do lin. Wszyscy byli zdziwieni, że sam się unieruchomił, ale były to ostatnie 3 minuty i chwytem było to, że mając rękę przy linie Cabana nie mógł go odliczyć ani zapiać żadnej dźwigni… Chantowaliśmy więc „KNOCK HIM OUT!”. Cabana wyprowadził kilka mocnych punchy z pięści prosto w twarz, ale Scrull nie stracił przytomności. Czas płynął, została jedna minuta do końca, a Cabana nie mógł uwolnić ręki Scrulla od liny. Po chwili wpadł na świetny pomysł i udał się na boczny korytarz do baru po nożyczki, którymi obciął taśmę! :D W ostatnich sekundach Cabana próbował przymierzać się do Go to Sleep, które wywoływało chanty „CM PUNK!”. Udało mu się go wykonać pod koniec, jednak gdy sędzia doliczył do 2 czas minął. Ogłoszono draw, ale krzyczeliśmy „FIVE MORE MINTUES!”. Cabana wziął za mikrofon i powiedział, że chce, aby walka trwała dalej. Był reset i tuż po gongu wykonał ponownie Go to Sleep, jednak Scrull się z niego odbił. Po chwili był jakiś irish whip, który osłabił sędziego i wtedy na ring wbiegł gościu o pseudonimie „East” i ten drugi, który pomógł mu w obijaniu krzesłem Andrewsa. Końcówka to klasyk – zaatakowali razem Cabanę, podstawili go Scrull’owi i „ocucili” sędziego, który odliczył do trzech ogłaszając zwycięstwo i zdobycie mistrzostwa, przez Marty’ego Scrulla. Podobało mi się.

Ogólnie jestem bardzo zadowolony z poziomu tej gali. Każda walka była przynajmniej dobra – z perełką Inner City vs. Swords from Essex, którą zapamiętam na dłużej. Publika była świetna, nie do porównania z tymi na galach TNA i WWE, które miałem okazję oglądać na żywo. Nie mogę się doczekać na wydanie dvd z tej gali! Wiele razy kamera skierowana była na mnie, także mam nadzieję się tam zobaczyć. Nigdy też nie widziałem show zgranego profesjonalnie na dvd, który miałem możliwość wcześniej zobaczyć. :)

Dalej czekała mnie cała noc w Londynie. Nie rezerwowałem hotelu, więc tułałem się po dworcu i tak dalej. Było jeszcze sporo miłych i nie miłych niespodzianek ale to już zostawię dla siebie. ;) Nie chcę nawet liczyć ile wydałem, bo zdecydowanie za dużo i w tej cenie mógłbym jechać tam co najmniej dwa razy. oO Cóż, następnym razem będę wiedział na co zwrócić uwagę, jak się zachować i przede wszystkim gdzie to jest.

Przeczytałeś? Machnij komentarz :)