WWE WrestleMania 22 2/04/06 @ Allstate Arena, Chicago

WWE WrestleMania 22 2/04/06 @ Allstate Arena, Chicago

Korzystając z WWE Network lubię w okresie Road to WrestleMania wracać do klasyków. W czasie gdy Vince McMahon i spółka ogarniali 32 edycję największej gali roku pomyślałem, że to dobry moment by wrócić 10 lat do tyłu. Wspominki i sentymenty się włączają od razu. 2006 rok to pamiętny rok, jeżeli chodzi o moje zainteresowanie wrestlingiem – pierwsze podchody po forach wrestlingowych, próby downloadu, wszystko nowe, chłonęło się informacje znalezione trudem w internecie. Inaczej wraca się do czegoś z np. lat 90, a dziwnie do czegoś, co śledziło się już bardzo uważnie kiedyś. To było dziesięć lat temu, masakra… Ostatnia klasa gimnazjum, dostęp do wrestlingu jedynie poprzez godzinny skrót SmackDown na niemieckiej stacji Tele5. Internet jeszcze wtedy ograniczony i dostęp jedynie z kawiarenek. Nagrywanie w takich kawiarenek tego, co cudem w tym drogim czasie udało się ściągnąć. Te rapidshary i megauploady… Działo się! :D

Co się rzuca od razu w oczy – program był nadawany w innej jakości. Nie było jeszcze technologii HD i wszystko wyglądało tak inaczej, nieco bardziej old schoolowo. Nie tak czysto i jedwabnie jak teraz. Podoba mi się to. Odpalając program od razu widać ogromne różnice. Wrestling strasznie się zmienił… na gorsze! :o W 2006 też narzekaliśmy. I to bardzo. Ja nawet w tamtym roku całkiem zostawiłem WWE i przesiadłem się na TNA twierdząc, że produktu McMahona nie dało się oglądać. Teraz patrzę na to nieco inaczej. Gala się otwiera i widać Lilian Garcie z takim bajecznym dekoltem, że aż się miło robi. ;> Kobiety ogólnie podkreślały swoje wdzięki bardzo wyraźnie i to było świetne. Polityka była zupełnie inna i generalnie na każdym kroku było to widać. W jakiejś randomowej walce użyto piledrivera. Akcja wyjęta z elementarza podstawowych movesów, która jest dzisiaj zbanowana. IMO bardzo efektowna i brakuje tego, to tak jakby przestać używać suplexów czy DDT. Krew leje się dosyć sowicie w walkach Edge/Foley i McMahon/Michaels. Znów coś, co dodawało tego czegoś do tych gal. Powtórzę się – brakuje tego. Chairshoty prosto w bańkę bez zasłaniania i to przyjmowane przez samego Vince’a…

Wrestling bardzo wyewoluował w ciągu tej dekady i to niestety – na gorsze! Co też rzuca się w oczy – głębia rosteru. Mieli wtedy po prostu wybór i mogli ułożyć tę WrestleManię na wiele innych sposób. Mieli gwiazdy na wyciągnięcie ręki. Nie musieli naszywać łaty na łatę part timerami…

 

Money in the Bank – wspominałem go dobrze i generalnie jakoś to wyszło, ale szału nie było. Flair śmigający wokół tych drabinek i przyjmujący nawet dwa bumpy z wysokości robił wrażenie. Chociaż naprawdę nie mieli już gdzie go upchnąć? Rob Van Dam wygrał, ale w całej tej walce najmniej się wyróżniał.

 

Edge/Foley – Wspominałem bardzo dobrze i byłem ciekaw, czy to pamiętne starcie przejdzie próbę czasu. Zdali! Emocje i magia aż kipiała z monitora. Edge tworzył zajebisty duet z Litą (te jej cycki!). Ogarnęli świetną hardcorową batalię w której nic nie zabrakło. Spore propsy tutaj dla Edge’a, który sprzedawał wszystkie akcje zajebiście. Za motyw w którym wręcz pełzł z drgawkami po upadku na płonący stół do Foleya by go przyłożyć powinien dostać medal!

 

Benoit/JBL – JBL bawił się w markowe akcje Eddiego, by zgarnąć większy heat, co mu się udawało ale było to niesmaczne. Wydawało mi się, że za to wszystko Benoit da popalić, ale jak się okazało przegrał. oO Zdziwiłem się. Wynik walki wyleciał z głowy jakoś.

 

Michaels/McMahon – Świetny no holds barred. Już segmenty przed tą walką były nieziemskie – szczególnie Vince’a i familii, gdzie w zabawny sposób ‚modlił’ się wraz z nimi. Walka była dobra i działo się wiele, a Vince jak zdążył już przyzwyczaić nie oszczędzał się. Miał wtedy 61 lat i wyglądał niesamowicie. Teraz przy 70 też zresztą wygląda nieźle. Końcowy flying elbow z tej ogromnej drabiny i fakers Vince’a na końcu to klasyk.

 

Taker/Henry – Ugh. Lipa ogólnie i cała ta stypulacja casket jest ciężka do oglądania. Zapomniałem już, że Taker nosił wtedy takie śmieszne czachy na spodniach. :lol Szacunek się jednak należy za wykonanie last ride’a i thombstone przy takich gabarytach, jakie ma Henry.

 

Orton/Angle/Mysterio – Ostatnia WrestleMania Kurta Angle w WWE. Pamiętam, że nie podobał mi się wynik tej walki i ciężko się tę końcówkę oglądało i tym razem. Starcie samo w sobie, to czysty spotfest. Od samego początku zabrali się do rzeczy.

 

Cena/Triple H – Kojarzyło mi się to jako strasznie nudna walka i nawet zastanawiałem się, czy oglądać ponownie, ale obejrzałem i muszę przyznać, że nie doceniłem tej walki. Udało im się zrobić kilka ciekawych rzeczy i publika z Chicago pomagała temu widowisku. Wypasione entranty dodały też takiego ważnego feelu godnego main eventu WrestleManii.

 

Ogółem – świetnie było wrócić. Kontrast z WWE 2016 jest jednak ogromny i można się porazić albo zacząć jeszcze bardziej narzekać, heheh. :P

 

Trzeba będzie odpalić coś więcej z tamtego okresu. :t_up:

Przeczytałeś? Machnij komentarz :)